poniedziałek, 21 października 2013

Mini ptysie z kremem z bitej śmietany


Wyśmienity deser na jeden kęs z delikatnym kremem z bitej śmietany.
Gdybym wiedziała, że produkcja ptysi jest tak łatwa, dużo wcześniej bym się za nią zabrała :)
Najlepsze od razu po nadzianiu kremem, na drugi dzień miękną i nie smakują już tak samo.







Ciasto parzone na około 30 sztuk
Przepis z Moich Wypieków 

  • 1 szklanka wody 
  • 125 g masła lub margaryny 
  • 1 szklanka mąki pszennej 
  • 4 nieduże jajka 

W rondelku zagotować wodę z masłem. Do gotującej się wody wsypać mąkę i mieszać drewnianą łyżką, ucierając, aż ciasto będzie szkliste i będzie odchodzić od garnka. Uważamy, aby ciasto się nie przypaliło. Pozostawić do całkowitego ostudzenia (bardzo ważne!). Wystudzone ciasto zmiksować z jajkami lub utrzeć drewnianą łyżką.

Za pomocą szprycy cukierniczej lub rękawa cukierniczego wyciskać ciasto na blaszkę wyłożona papierem do pieczenia. 
Ptysie urosną, więc należy zostawiać między nimi 1,5 cm odstępu.
Piec w temperaturze 200ºC przez około 30 minut .
Wystudzone ptysie przekroić na pół.

Krem z bitej śmietany

  • 250 ml śmietany kremówki 36%
  • 1-2 łyżki cukru pudru
Śmietanę kremówkę ubić na sztywną masę, pod koniec ubijania dodać cukier puder.
Masę włożyć na chwilę do lodówki, aby stężała. Po lekkim stężeniu nadziewać ptysie.
Przed podaniem oprószyć cukrem pudrem.

Smacznego :)


29 komentarzy:

  1. Jakie delikatne. Zawsze lubiłam ptysie, to były jedne z moich ulubionych ciastek. Z chęcią przekąsiłabym jednego na popołudniowy deser :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Słodkie maleństwa;) Uwielbiam je! Twoje zdjęcia są niesamowite;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pycha, pycha, robiłam kiedyś, są najlepsze :)

    OdpowiedzUsuń
  4. no właśnie, wydają się takie trudne, a robi się je rzeczywiście szybko:)

    OdpowiedzUsuń
  5. jakie ładne! aż chce się schrupać wszystkie:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wprost uwielbiam ptysie. Tylko kurcze, są okropnie kaloryczne a ja łasuch jestem i staram się unikać robienia takich pyszności bo bym przepadła jak nic ;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kocham ptysie i to co mnie właśnie denerwuje to niedobry krem, który podają w niektórych cukierniach.

    OdpowiedzUsuń
  8. Śliczne! Przypomniałaś mi, jak dawno już nie jadłam ptysiów (czy ptysi?) :))

    OdpowiedzUsuń
  9. kiedy ja je jadłam? nie pamiętam. oj kusisz!:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ależ śliczne maleństwa! Udały Ci się wspaniale :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Jakie kształtne! Wyszły fantastyczne

    OdpowiedzUsuń
  12. Wyglądają uroczo!
    Jeżeli to są Twoje pierwsze ptysie to gratuluję!
    Moimi pierwszymi można było spokojnie nabić komuś guza,
    drugie rozlały się po całej blasze
    i dopiero trzeci przepis okazał się strzałem w dziesiątkę;)

    OdpowiedzUsuń
  13. W takich ptysiach jest coś urzekającego ...
    i ta obietnica delikatnego kremu wewnątrz - oprzeć się nie sposób :)
    W dzieciństwie zawsze lubiłam patrzeć jak moja mama piekła ptysie ... jak je wyciskała z cukierniczego rękawa na blachę ... jak rosły w piecu - to fajne , słodkie wspomnienie :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Lubie takie małe cudeńka. Na szczęście mam więcej smakoszy w domu i znikają szybciej niż zdążyłyby "zmięknąć" :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Zawsze przerażało mnie to parzenie ciasta. Ale Twoje ptysie wyglądają tak cudnie, że kto wie, może niebawem...;-)

    OdpowiedzUsuń
  16. jak dawno nie jadłam ptysi ... oj będą mnie teraz przesladować

    OdpowiedzUsuń
  17. oo jakie ładne a jakie dobre :) pycha !!!!

    OdpowiedzUsuń
  18. Mhhhhh. Wygladają pysznie. Ale narobiłaś mi smaka!

    OdpowiedzUsuń
  19. Wyglądają tak lekko i niewinnie :-)

    OdpowiedzUsuń
  20. Bardzo lubię takie małe ptysie. Zrobiłam w czekoladzie profiteroles :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję serdecznie za odwiedziny i za każdy komentarz!